Wspaniałe i piękne, bo stare. 16 lutego 2010

Do niedawna ściany przygotowane do nałożenia kolejnej warstwy farby były czymś przejściowym, co należało oczyścić i zamalować. Podobnie było ze starymi meblami: starałam się skalkulować koszty ich renowacji. Od pewnego czasu widzę je naprawdę, takie jakie są: stare, zniszczone, a jednak niepowtarzalne, z zapisaną historią:
i takie właśnie są zachwycające!
Stylizacje autorstwa Glen Proebstel mają w sobie ten urok:stare ściany z widocznymi warstwami zeskrobanej farby są „po prostu piękne”.

96
96
96
96

Zdjęcia ze strony www.khm.com.au

Rzym, słońce, 14 stopni ciepła ! 12 lutego 2010

Rzym czyli miasto, o którym mówi się, że jest największym muzeum na świeżym powietrzu – i opinia ta w najmniejszym stopniu nie jest przesadzona. Przez kilka dni pobytu w stolicy Włoch przekonałam się, jak wielki jest ogrom dziedzictwa, zarówno antycznego jak i chrześcijańskiego, ale nie będę pisać o zabytkach i wrażeniach, jakie one wywołują ani też o ich historii. Chociaż trzeba przyznać, że robią wrażenie ogromne, niemal "przytłaczające". Fontanna di Trevi, Hiszpańskie Schody, Colosseum, Watykan – każde z tych miejsc (jak i wiele innych) warte jest zobaczenia. Ale dla mnie Rzym, (który przywitał mnie 14 stopniami ciepła w czasie gdy w Warszawie było -20) to słońce, tysiące kafejek w których espresso smakuje jak nigdzie indziej i setki fantastycznych prostych, skromnych restauracyjek, w których cała plejada sztandarowych dań kuchni włoskiej wodzi na pokuszenie i funduje nieprzeciętną rozkosz dla podniebienia. Przyznam, że odwiedzenie Rzymu pod koniec stycznia, czyli zdecydowanie poza pikiem ruchu turystycznego daje szanse przyjrzenia się normalnemu miastu, które żyje własnym życiem i ludziom, którzy są jego częścią.

96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96

Soczewica... 11 lutego 2010

Pewnego dnia Diogenes siedząc na progu jednego z domów zajadał talerz soczewicy. Nie było w Atenach tańszego posiłku od duszonej soczewicy. Mówiac inaczej, odżywianie się duszoną soczewicą oznaczało, że znajdujesz się na skraju nędzy. Przechodził tamtędy minister cesarza i powiedział do niego:
- Aj, Diogenesie! Gdybyś nauczył się być bardziej pochlebny i posłuszny cesarzowi,nie musiałbyś jeść tyle soczewicy.
Diogenes przestał jeść, podniósł wzrok, by przyjrzeć sie uważnie swemu zamożnemu rozmówcy, i odpowiedział:
- Aj, bracie. Gdybyś ty nauczył się jeść soczewicę, nie musiałbyś tyle schlebiać i być tak posłuszny ceszarzowi.

To jest droga Diogenesa, droga szacunku wobec samego siebie, własnej godności, która jest ponad naszą potrzebę aprobaty.
Wszyscy potrzebujemy aprobaty innych. Ale za żadną cenę nie możemy dążyć do niej poprzez zaprzestanie bycia takimi, jakimi jesteśmy, gdyż będzie to szukanie w chaosie. Zaczniemy upodabniać sie do owego człowieka, który szukał muła po całym miasteczku, podczas kiedy jechał na... swoim mule.

Fragment książki Jorge Bucay "Pozwól, że Ci opowiem", Wydawnictwo Replika 2004r.

GLINIANNE I PISANNE 10 lutego 2010

Serdecznie zapraszamy na otwarcie wystawy
Anny Czarnockiej i Hanny Kotowskiej - GLINIANNE I PISANNE
poniedziałek, 15.02.2010 o godz. 18.00
(wystawa będzie czynna do 15.03.2010, sobota i niedziela nieczynne)

Pozdrawiamy i do zobaczenia!
Zespół Stukupuku

96
96
96
96

Na stronie www.kotowska.ayz.pl znajdziecie prace Hanny Kotowskiej, niektóre z nich będzie można zobaczyć, a także kupić w trakcie trwania wystawy.

Końskie doświadczenie 5 lutego 2010

Jeszcze w 2008 roku miałam okazję uczestniczyć w warsztatach organizowanych przez moją koleżankę – coacha i zapalonego „koniarza“ – Dorotę Soidę. Warsztat dotyczył osobistej skuteczności – tego jaki wpływ mamy na innych/jakim jestem przywódcą, jak się komunikuję, jak współpracuję/jak układam swoje relacje. Miałam szansę uświadomić sobie, budować lub doskonalić swoje cechy przywódcze nie tylko z pomocą trenerów, coachów, ale głównie w kontakcie z końmi.
Koncepcja pracy z końmi – jako źródłem niezależnego feedbacku - była dla mnie ogromnie pociągająca i równocześnie dość niezwykła. O niezwykłości tej metody przekonałam się już podczas pierwszego ćwiczenia. Prowadzony przeze mnie koń doskonale wyczuwał, kiedy wiedziałam dokąd chcę go zaprowadzić i momentalnie przejmował inicjatywę, kiedy byłam niezdecydowana - cały mój wewnętrzny dialog lub jego brak był całkowicie dla konia „słyszalny“...
Absolutnie zachwycające było ćwiczenie budowania autorytetu i szacunku. Ta magia, której byłam uczestnikiem i świadkiem pozwoliła mi z innej perspektywy spojrzeć na przywództwo, uświadomiła mi moje mocne strony i obszary do rozwoju. Po każdym ćwiczeniu otrzymywałam feedback od prowadzących i uczestników – taka szybka ocena 360 stopni. W trakcie warsztatu podjęłam pewne zobowiązania – to zresztą zakłada formuła warsztatu i wdrożyłam je w życie :-)
A poza tym kontakt z „konikami“ – sam w sobie był cudownym doświadczenie. Tęsknię za tym...

Serdeczności
Magda

96

Magdalena Kuhn-Rodak
CPCC - Certified Professional Co-Active Coach (CTI)
Authorized Facilitator of the Team Diagnostic Assesment (TCI)
www.magdarodak.pl

"Inspiracje i wyzwania" 4 lutego 2010

Niektórzy z nas po prostu lubią „odkrywać siebie”. Największą sztuką jest zobaczenie tego, co nie pozwala nam „pójść dalej” i jedynie osobiste doświadczenie daje sposobność zrozumienia własnych ograniczeń. Dla mnie jest to inspirujące, czasami trudne, ale zawsze niesie z sobą szansę na zmianę. Dlatego możliwość uczestniczenia w warsztatach rozwoju osobistego, gdzie zwierzęta są współtrenerami jest z pewnością wyjątkową propozycją.

"Szanowni Państwo,
w dzisiejszych czasach każdy z nas potrzebuje chwili wyciszenia, oderwania się od codziennych spraw i spojrzenia na siebie i swoje życie z innej, szerszej perspektywy.
Zapraszamy na unikatowy warsztat rozwoju osobistego, w którym konie pełnią rolę współtrenerów. Jest to innowacyjna i nowatorska propozycja w Polsce, uznana w skali światowej i wykorzystywana w wielu krajach od kilkunastu lat. Dzięki udziale w spotkaniu odkryjecie na nowo samych siebie, spojrzycie na siebie z dystansu oraz zdobędziecie inspirację do lepszego życia.
Dlaczego konie?*
• Stanowią metaforę życia, pracy i relacji.
Konie są zwierzętami społecznymi z określonymi rolami w stadzie i wyrazistymi osobowościami, potrzebami, wyzwaniami i humorami – praca z nimi dostarcza szeroką gamę możliwości uczenia się na metaforze.
• Udzielają szczerej informacji zwrotnej.
Konie bezbłędnie wyczuwają ludzki poziom zaufania, uwagi, umiejętności interpersonalnych i reagują szczerze – nie mają ukrytych agend, obaw przez zranieniem, uczuć czy troski o tytuły i pieniądze.
• Oczekują jasnej komunikacji.
Zdolność do wpływu na konia wymaga bezpośredniości, pewności, planu, jasności, uwagi na język ciała oraz ton głosu. Jeśli ludzie nie wiedzą co chcą zrobić – koń nie zareaguje. Jeśli nie są wystarczająco pewni siebie – koń ich zignoruje.
• Pomagają pokonać obawy i rozwinąć pewność siebie.
Konie są dużymi i silnymi zwierzętami, co naturalnie tworzy okazję dla uczestników, żeby pokonać strach i rozwinąć pewność siebie oraz przenieść poczucie pewności siebie do pracy i życiowych wyzwań.

96
96
96
96
96
96
96

Termin i miejsce: 24 -25 kwietnia 2010 (od 11:00 do 16:00 następnego dnia),w Gospodarstwie Agroturystycznym Jagodne (www.jagodne.pl)
Zgłoszenia i szczegółowe informacje na stronie www.liderzy.com.pl
Serdecznie zapraszam
Agata Wiatrowska "

Biało - czarne 2 lutego 2010

Znalazłam bardzo piękne stylowe mieszkanie -w klimacie stukupuku: przestrzeń, prostota rozwiązań, podkreślenie naturalnych atutów miejsca, łączenie trendów, konsekwencja i dyscyplina w kolorystyce.

96
96
96
96
96
96

Całe mieszkanie mieści się niemal w jednej przestrzeni podzielonej wyraźnie na strefy życia. Nowoczesny styl przeplata się z zachowanymi detalami świadczącymi o historii tego apartamentu. Biel i czerń są tutaj kolorystyczną podstawą, dającą mocne tło dla pojedynczych elementów z drewna. Po prostu spokój i ukojenie.
Zdjęcia wyszperałam na stronie www.designfragment.blogspot.com, a pochodzą ze strony www.ekenstam.com

IRIAN JAJA - „jak nie z tego świata” 29 stycznia 2010

Jeszcze nigdy mój podróżny plecak nie był wypełniony taką ilością wrażeń, doznań, obrazów i przygód, a podróżujemy wraz z mężem i znajomymi od paru ładnych lat.
Długo zastanawialiśmy się co wybrać. Optowaliśmy za Borneo, ale nasz znajomy podróżnik wybił nam ten pomysł z głowy, oferując spotkanie z Indonezją z zupełnie innej strony.

Najpierw było więc SKOMERCJALIZOWANE DO GRANIC MOŻLIWOŚCI BALI, potem egzotyczne Komodo ze swoimi waranami (kiedyś o tym napiszę) no i wreszcie „jak nie z tego świata” IRIAN JAJA na Nowej Gwinei. Chyba specjalnie przygotował nam taką kolejność, abyśmy mieli porównanie co to znaczy: „najlepszy hotel w mieście” w tych dwóch światach. Bowiem noc spędzoną w hotelu w Wamenie, w Dolinie Baliem, w centralnej części wyspy pamięta się baaaaaaa…rdzo długo!
A to ze względu na jego oryginalność: usytuowanie łazienki bezpośrednio pod ulicznym chodnikiem, gdzie przedostają się po ścianach różne miejscowe roślinki, zielone pnącza tworzące naturalne wzory, którym nie dorówna żadna glazura. Żyjątka wędrujące po posadzce czwórkami, no i oczywiście hotelowi goście barwni jak kolorowy patchwork.
Zastanawialiśmy się skąd mieszkańcy hotelu po pierwszej kolacji wiedzieli, że jesteśmy Polakami. Szybko wytłumaczyli nam, że rozpoznali nas po żubrówce, którą dla dezynfekcji serwowaliśmy sobie do posiłków, a taki zwyczaj mieli tu tylko Polscy misjonarze. Dziwili się tylko, dlaczego ci misjonarze przyjechali z żonami……..

Ten „najlepszy hotel w mieście” potraktowaliśmy jako bazę wypadową na tereny Papuasów. Kilkugodzinnego trekkingu przez terytoria plemienia Dani, zwiedzanie wiosek, podpatrywania codziennego życia członków plemienia, dostąpienia zaszczytu uczestniczenia w ich niezwykłych ceremoniach, po prostu nie da się zapomnieć i z niczym porównać.

Cieszyłam się, że nie jestem jedną z papuańskich kobiet, na których spoczywa cały ciężar obowiązków domowych i polowych:
­-przygotowywanie i dostarczanie opału,
­-20 kilometrowe wędrówki po stromych, wąskich i często błotnistych dróżkach z ogromnymi ciężarami noszonymi na głowie, aby łatwiej było pokonywać naturalne przeszkody, w tym także różnej głębokości rowy melioracyjne (to jedno z najlepszych i ponoć zastosowane po raz pierwszy przez Papuasów udogodnień agrokultury),
­-karmienie (nierzadko piersią) świni, która stanowi tam główne źródło mięsnego pożywienia,
­-wielogodzinne, a czasem wielodniowe wyprawy na okoliczne targi w celu sprzedaży lub zakupu potrzebnych wiktuałów,
­-a także przygotowywanie zbiorowych posiłków.

Jednak najbardziej szokujące było dla mnie okaleczanie właśnie kobiet po śmierci kogoś z najbliższej rodziny przez odjęcie im części palców dłoni. Ponoć ten ból pozwala zapomnieć o cierpieniu po stracie bliskich…..

96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96
96

W tym samym czasie, kiedy kobiety pracują, mężczyźni siedzą przed chatami, gawędzą i palą papierosy. Pamiętaj, jeśli nie masz ich z sobą w prezencie dla członków plemienia to nawet nie próbuj wejść do wioski!
Dawniej głównym zajęciem mężczyzn były walki międzyplemienne, ale dzisiaj został im jedynie świdrujący wzrok, który zabija i sprawia, że w ich oczy nie da się długo popatrzeć.Lepiej obserwować ich drobne, ale jakże umięśnione ciała, przystrojone KOTEKAMI- specjalnymi ozdobami zakładanymi na penisy. Koteki świadczą o pozycji i statusie właściciela (zwróćcie uwagę na zdjęcie wodza), mają także swoje bardzo praktyczne zastosowanie: można tam schować papierosy, czy inne drobne przedmioty.

W Nowej Gwinei nie ma za wiele dróg, a te, które są, często ulegają zniszczeniu przez lawiny błota i kamieni. Raz zamarło nam serce, kiedy przejeżdżaliśmy pozostałością czegoś, co podobno było kiedyś mostem. Jeśli chcecie to nie tylko zobaczyć, ale przeżyć i zakosztować świni pieczonej w ziemi, w gorących kamieniach i ziołach, czy z duszą na ramieniu przejść po prowizorycznych mostach i drągach rozkładanych w poprzek rowów melioracyjnych (kiedy nigdy nie wiadomo jakiej są głębokość, o czym mogłam się przekonać wpadając do jednego z nich ), to gorąco polecam wyjazdy indywidualne organizowane przez krakowskie biuro Prestige Holidays and Tours, z którego usług korzystaliśmy w trakcie tej wyprawy (www.egzotyka.tv).

Pozdrowienia dla wszystkich
Magda Rauk

Eko-mania 28 stycznia 2010

Myślenie o ekologii jest w naszym życiu coraz mocniej obecne: sortujemy, świadomie oszczędzamy, minimalizujemy zużycie. Jednak Eko Świat proponowany przez projektantów, to coś więcej: to dawanie drugiej szansy dla makulatury, plastiku i szkła. Tylko czy my jesteśmy gotowi na taką propozycję?

Myślę, że to już czas, aby wybierając przedmioty sięgać po te, które nie tylko „cieszą oko”, ale także pomagają chronić naturę. Takie właśnie są projekty Joanny Figurniak. Tworzy nowe przedmioty dając materii nową agendę na życie: błękitne lampy PET robią duże wrażenie, koncept na siedziska i żyrandol z kartonowych wytłoczek – kompletnie zaskakuje.

96
96
96
96
96
96
96

Dla mnie to zaproszenie do nowej perspektywy -„z przymrużeniem oka”; zamiast klasycznej kryształowej „Marii Teresy” – ekologiczny błękitny żyrandol PET, a w miejsce marokańskich skórzanych puf –siedzisko z kartonowych pojemników.
Przecież nie musimy być tak okropnie serio!
Jeśli wśród eko propozycji znajdziecie coś wyjątkowego dla siebie,to projekty najlepiej zamówić poprzez bezpośredni kontakt z Artystką:
www.joannafigurniak.republika.pl

Wernisaż 29 stycznia, Tomasz Struk - „Rastry” 27 stycznia 2010

Serdecznie zapraszamy na otwarcie wystawy
Tomasz Struk - „Rastry”
piątek, 29.01.2010 o godz. 19.00
(wystawa będzie czynna do 28.02.2010)

Tomasz Struk (1952-2004) był malarzem, grafikiem i autorem instalacji. Prowadził działalność wystawienniczą zarówno jako artysta, jak i kurator własnych projektów. W 2000 r. został laureatem Grand Prix na Triennale Grafiki Polskiej w Katowicach oraz na Międzynarodowym Triennale Grafiki w Krakowie. Na wystawie w WizyTUjącej GALERII będą prezentowane prace Artysty z cyklu Rastry. Cykl ten do tej pory nigdy nie był pokazany w całości. Prezentowane prace zostały wykonane w jednym egzemplarzu, w technice druku, na formacie 121 x 160 cm.

Pozdrawiamy i do zobaczenia!

Iwona Terlikowska i Leszek Czajka
WizyTUjąca GALERIA
01-244 Warszawa
ul. Bema 65 (wjazd i wejście od Al. Prymasa Tysiąclecia)
www.tugaleria.pl

96

O modzie i nie tylko... 26 stycznia 2010

Fundacja Atelier zaprasza dzisiaj (wtorek, 26 stycznia godz. 18:30) na piąty z cyklu autorskich wykładów Moniki Małkowskiej o modzie, obyczajach, kulturze i feminizmie.
Wykłady są poświęcone temu, kto, kiedy i dlaczego wprowadzał ubraniowe innowacje; które zjawiska mody są najtrwalsze; co je zainspirowało, sprowokowało, wywołało; które przetrwały do dziś. Wszystko to w serii zatytułowanej „Co nam zostało z tych lat”. Czyli – parada modowych matuzalemów w nowoczesnej oprawie.
Wykład piąty: Lata 30., triumf surrealizmu i Freuda: szok, szaleństwo, zaskoczenie; aplikacje a la usta, kapelusz w kształcie buta, naszyjnik z much wtopionych w plastik E. Schiaparelli)
Wstp płatny: 20 zł.

96

Monika Małkowska – absolwentka warszawskiej ASP (dyplom 1975 r. na Wydziale Grafiki Warsztatowej). Krytyk sztuki i publicystka zainteresowana różnymi obliczami kultury wysokiej i popularnej. Pisze do prasy codziennej (od 1994 r. związana etatowo z „Rzeczpospolitą”) i branżowych periodyków (obecnie do „Sztuki.pl” i „Werandy”). Od połowy lat 80. zajmuje się modą – projektowaniem, poradnictwem i historią stroju. Ciekawi ją też styl życia i obyczajowość, dziedziny nierozerwalnie związane z ubiorem. Poza tym, zajmuje się komiksem oraz literaturą piękną. Od 20 lat współpracuje z radiem (I, II, III program oraz Tok FM) i TVP (od czterech lat – z TVP Kultura). Wykładała w Europejskiej Akademii Sztuk i Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. Wańkowicza. Prowadzi blog „Jedno oko”.

Gruszki zapiekane z gorgonzolą 25 stycznia 2010

3 DOJRZAŁE GRUSZKI
2 ŁYŻKI ŚMIETANY
3 ŁYŻKI SERA GORGONZOLA
GARŚĆ ORZECHÓW LASKOWYCH

96

Nakłuj umyte gruszki kilka razy widelcem. Przetnij je wzdłuż i łyżką wydrąż gniazdo nasienne.
Zmiel większość orzechów (część zostaw do dekoracji) i zmieszaj je ze śmietaną i gorgonzolą. Nakładaj masę w zagłębienia w gruszkach, udekoruj orzechami.
Piecz około 15 minut w temperaturze 200 stopni.