Rzym, słońce, 14 stopni ciepła ! 12 lutego 2010
Rzym czyli miasto, o którym mówi się, że jest największym muzeum na świeżym powietrzu – i opinia ta w najmniejszym stopniu nie jest przesadzona. Przez kilka dni pobytu w stolicy Włoch przekonałam się, jak wielki jest ogrom dziedzictwa, zarówno antycznego jak i chrześcijańskiego, ale nie będę pisać o zabytkach i wrażeniach, jakie one wywołują ani też o ich historii. Chociaż trzeba przyznać, że robią wrażenie ogromne, niemal "przytłaczające". Fontanna di Trevi, Hiszpańskie Schody, Colosseum, Watykan – każde z tych miejsc (jak i wiele innych) warte jest zobaczenia. Ale dla mnie Rzym, (który przywitał mnie 14 stopniami ciepła w czasie gdy w Warszawie było -20) to słońce, tysiące kafejek w których espresso smakuje jak nigdzie indziej i setki fantastycznych prostych, skromnych restauracyjek, w których cała plejada sztandarowych dań kuchni włoskiej wodzi na pokuszenie i funduje nieprzeciętną rozkosz dla podniebienia. Przyznam, że odwiedzenie Rzymu pod koniec stycznia, czyli zdecydowanie poza pikiem ruchu turystycznego daje szanse przyjrzenia się normalnemu miastu, które żyje własnym życiem i ludziom, którzy są jego częścią.






















