IRIAN JAJA - „jak nie z tego świata” 29 stycznia 2010
Jeszcze nigdy mój podróżny plecak nie był wypełniony taką ilością wrażeń, doznań, obrazów i przygód, a podróżujemy wraz z mężem i znajomymi od paru ładnych lat.
Długo zastanawialiśmy się co wybrać. Optowaliśmy za Borneo, ale nasz znajomy podróżnik wybił nam ten pomysł z głowy, oferując spotkanie z Indonezją z zupełnie innej strony.
Najpierw było więc SKOMERCJALIZOWANE DO GRANIC MOŻLIWOŚCI BALI, potem egzotyczne Komodo ze swoimi waranami (kiedyś o tym napiszę) no i wreszcie „jak nie z tego świata” IRIAN JAJA na Nowej Gwinei. Chyba specjalnie przygotował nam taką kolejność, abyśmy mieli porównanie co to znaczy: „najlepszy hotel w mieście” w tych dwóch światach. Bowiem noc spędzoną w hotelu w Wamenie, w Dolinie Baliem, w centralnej części wyspy pamięta się baaaaaaa…rdzo długo!
A to ze względu na jego oryginalność: usytuowanie łazienki bezpośrednio pod ulicznym chodnikiem, gdzie przedostają się po ścianach różne miejscowe roślinki, zielone pnącza tworzące naturalne wzory, którym nie dorówna żadna glazura. Żyjątka wędrujące po posadzce czwórkami, no i oczywiście hotelowi goście barwni jak kolorowy patchwork.
Zastanawialiśmy się skąd mieszkańcy hotelu po pierwszej kolacji wiedzieli, że jesteśmy Polakami. Szybko wytłumaczyli nam, że rozpoznali nas po żubrówce, którą dla dezynfekcji serwowaliśmy sobie do posiłków, a taki zwyczaj mieli tu tylko Polscy misjonarze. Dziwili się tylko, dlaczego ci misjonarze przyjechali z żonami……..
Ten „najlepszy hotel w mieście” potraktowaliśmy jako bazę wypadową na tereny Papuasów. Kilkugodzinnego trekkingu przez terytoria plemienia Dani, zwiedzanie wiosek, podpatrywania codziennego życia członków plemienia, dostąpienia zaszczytu uczestniczenia w ich niezwykłych ceremoniach, po prostu nie da się zapomnieć i z niczym porównać.
Cieszyłam się, że nie jestem jedną z papuańskich kobiet, na których spoczywa cały ciężar obowiązków domowych i polowych:
-przygotowywanie i dostarczanie opału,
-20 kilometrowe wędrówki po stromych, wąskich i często błotnistych dróżkach z ogromnymi ciężarami noszonymi na głowie, aby łatwiej było pokonywać naturalne przeszkody, w tym także różnej głębokości rowy melioracyjne (to jedno z najlepszych i ponoć zastosowane po raz pierwszy przez Papuasów udogodnień agrokultury),
-karmienie (nierzadko piersią) świni, która stanowi tam główne źródło mięsnego pożywienia,
-wielogodzinne, a czasem wielodniowe wyprawy na okoliczne targi w celu sprzedaży lub zakupu potrzebnych wiktuałów,
-a także przygotowywanie zbiorowych posiłków.
Jednak najbardziej szokujące było dla mnie okaleczanie właśnie kobiet po śmierci kogoś z najbliższej rodziny przez odjęcie im części palców dłoni. Ponoć ten ból pozwala zapomnieć o cierpieniu po stracie bliskich…..
W tym samym czasie, kiedy kobiety pracują, mężczyźni siedzą przed chatami, gawędzą i palą papierosy. Pamiętaj, jeśli nie masz ich z sobą w prezencie dla członków plemienia to nawet nie próbuj wejść do wioski!
Dawniej głównym zajęciem mężczyzn były walki międzyplemienne, ale dzisiaj został im jedynie świdrujący wzrok, który zabija i sprawia, że w ich oczy nie da się długo popatrzeć.Lepiej obserwować ich drobne, ale jakże umięśnione ciała, przystrojone KOTEKAMI- specjalnymi ozdobami zakładanymi na penisy. Koteki świadczą o pozycji i statusie właściciela (zwróćcie uwagę na zdjęcie wodza), mają także swoje bardzo praktyczne zastosowanie: można tam schować papierosy, czy inne drobne przedmioty.
W Nowej Gwinei nie ma za wiele dróg, a te, które są, często ulegają zniszczeniu przez lawiny błota i kamieni. Raz zamarło nam serce, kiedy przejeżdżaliśmy pozostałością czegoś, co podobno było kiedyś mostem. Jeśli chcecie to nie tylko zobaczyć, ale przeżyć i zakosztować świni pieczonej w ziemi, w gorących kamieniach i ziołach, czy z duszą na ramieniu przejść po prowizorycznych mostach i drągach rozkładanych w poprzek rowów melioracyjnych (kiedy nigdy nie wiadomo jakiej są głębokość, o czym mogłam się przekonać wpadając do jednego z nich ), to gorąco polecam wyjazdy indywidualne organizowane przez krakowskie biuro Prestige Holidays and Tours, z którego usług korzystaliśmy w trakcie tej wyprawy (www.egzotyka.tv).
Pozdrowienia dla wszystkich
Magda Rauk
Kaja 1 lutego 2010, 13:17
Jakie uśmiechnięte twarze! Pomimo trudów dnia wyglądają na szczęśliwych i przyjaźnie nastawionych do turystów.
ARtur 31 stycznia 2010, 11:29
dawajcie tu zaraz więcej takich przygód !!!





















RENATA :-) 2 lutego 2010, 22:27
Zgadzam się z wpisem ARtura, jestem za żeby opisać więcej takich wypraw .. a będzie chyba o czym pisać :-)Dla nas inny, ciekawy, zadziwiający świat...