Bajka dla wszystkich dzieci z okazji ich święta z życzeniami, aby i one znalazły swój sposób na "latanie" :) 1 czerwca 2010
Bajka:"O Królu, który chciał latać"
Było to tak niedaleko, że na pewno słyszałeś opowieści naocznych świadków kto wie, może sam poznałeś Króla który latał. Musiało to być na tyle nie dawno, że jeśli już nie pamiętasz, to wystarczy tylko poszperać w pamięci, aby wróciły wszystkie znajome obrazy. Jeśli chcesz to przypomnę ci jego historię.
Kiedy byłeś jeszcze bardzo mały, myśli pewnego młodego Króla zaprzątnięte były tylko lataniem. Jako mały Książę puszczał z murów swojego zamku latawce. Miały najprzeróżniejsze kształty i kolory, a jemu wydawało się, że wystarczy wejść po sznurku, aby móc szybować tak jak one trzepocząc się na wietrze.
Gdy dorósł zrozumiał, że jest to niemożliwe. Z tą samą tęsknotą stawał na szczytach gór i przyglądał się ptakom, podziwiając jak lekko i swobodnie lecą do nieba i z powrotem. Pewnego dnia pod jego stopy spadło gołębie pióro. Olśniony tą myślą pobiegł do swojego nadwornego ptasznika, aby ten codziennie w królewskich gołębnikach zbierał pióra. Królewski krawiec uszył mu z piór gołębi stój i w nim biegał całymi dniami naśladując ptaki.
Niestety nic mu to nie dało. Jego doradcy tłumaczyli mu, że nie nauczy się latać, lecz on twardo postanowił zrealizować swe marzenia.
Pewnego wieczora, zagraniczni goście opowiedzieli mu o wynalazcy Leonardzie, żyjącym w południowych krajach. Podobno potrafił wszystko. Nie chcąc zwlekać nasz Król wyruszył do niego czym prędzej i już po tygodniu razem z Leonardem konstruowali latającą maszynę. Miała skrzydła i kadłub z najlżejszego drewna na ziemi, po to by mogła wznieść się pod chmury. Brakowało tylko czegoś co Leonard nazwał Czarodziejskim Kamieniem. Nikt go jeszcze nie wynalazł, więc obaj ciężko pracowali przez siedem lat. Niestety na próżno.
Zniechęcony Król wyruszył w świat wierząc, że gdzieś musi być ktoś, kto potrafi latać. Na swojej drodze napotkał człowieka, który opowiedział mu, ze hen, daleko, na wschodzie żyją ludzie, którzy codziennie tak zginają i zaplatają swoje ciała, jak nikt inny na świecie. Ale co najważniejsze-potrafią latać. Król dotarł do państwa Joginów i tam wraz z nimi wiele godzin dziennie ćwiczył swoje ciało z nadzieją, że uniesie się nad ziemią. Po siedmiu latach zapytał władcę tamtejszego państwa- dlaczego mu nie wychodzi? A ten odparł mu jednym zdaniem-polecisz, jeśli to nie będzie twoim celem.
Rozgoryczony Król postanowił wrócić do domu. Gdy dotarł już do granic swojego królestwa zatrzymał się na noc w domu pewnej samotnej dziewczyny. Gdy siedzieli przy kolacji naprzeciwko siebie, poczuli że się w sobie zakochali. Król zabrał ją do zamku, a po siedmiu latach ona urodziła mu dzieci. Codziennie bawił się ze swoja rodziną a z królewskich ogrodów słychać było radosny śmiech Króla, Królowej i ich dzieci.
I tylko poddani szeptali miedzy sobą, że znów widzieli dziś swojego Króla, który unosił się nad ziemią. A każdy zadawał sobie pytanie- jak on to robi, że lata?
Marek Szczęsny: ”Całkiem blisko…. trzy bajki”